W swoim niedawnym wpisie I cię nie opuszczę aż po delisting pisałem, że chciałbym, żeby spółki żegnały się z Giełdą i inwestorami równie uroczyście, jak się z nią witają podczas giełdowego debiutu.

Nie wiem, czy wpis miał wpływ na zaproszenie na pożegnalną konferencję, jakie otrzymałem od Peliona, ale z zaproszenia skorzystałem bez wahania. Poniżej przypominam trochę historii i moje wrażenia z konferencji.

Spółki wchodzą na giełdę i wystawiają się na widok publiczny głównie z powodu pieniędzy - chcą pozyskać kapitał na rozwój. Jeśli za spółką stanie silny mecenas vel akcjonariusz dominujący, to może zechcieć wycofać ją z obrotu, pardonnez-moi, publicznego.

Ślub z giełdą, tj. pierwsze notowanie, ma zwykle bardzo uroczystą oprawę, a agencje public i investor relations uwijają się jak w ukropie. 

Ponoć walne zgromadzenie to święto wszystkich akcjonariuszy. Widzieliście, żeby jakaś spółka kiedykolwiek zapraszała swoich akcjonariuszy na walne zgromadzenie?

Przewodniczący pewnego walnego zgromadzenia, a było to walne z poważnym konfliktem w tle, wyraził się w sposób następujący: walne zgromadzenie to święto wszystkich akcjonariuszy. Wypowiedź ta przypadła mi do gustu, zresztą przebieg owego walnego zgromadzenia świadczył o wysokiej klasie jego uczestników.

Spółki akcyjne mogą na Giełdę wejść, mogą też z niej wyjść. Wchodzą na Giełdę zwykle po to, żeby pozyskać kapitał. Wychodzą głównie dlatego, że jacyś inwestorzy chcą rozwijać spółkę po swojemu i mieć ją tylko dla siebie. W skrajnych przypadkach, gdy spółce brakuje kapitału i sił do dalszej walki na rynku i z wierzycielami - wówczas nie tyle wychodzi, co zostaje z Giełdy zniesiona. Zdarzają się sytuacje mieszane.

Back to Top